Siedząc samotnie na skale po kilku minutach przyszła do mnie Usagi.
- Chodź, zbieramy się. Koniec odpoczynku.
- Daj spokój, też chce odpocząć - mruknęłam pod nosem.
Usagi westchnęła.
- Dobra, dobra już wstaje.. -Wstałam i podeszłam do Usagi. - Dokąd teraz?
- Przed siebie.
Tym razem to ja westchnęłam. Często wydaje mi się, że siostra jest przy mnie z powodu 'rozkazu' ojca. No ale, trudno się mówi. Szłam z Usagi przez długi czas aż do wieczoru.
- Usagi, osiedlmy się gdzieś w końcu, mam dość już tego chodzenia..
Usagi zazwyczaj nie lubiła się osiedlać na długo. Po długiej chwili ciszy, odezwała się.
- Niech Ci będzie.
-A gdzie się osiedlimy?
Rozejrzałam się. Zauważyłam jakąś grotę i zanim Usagi coś powiedziała, zaczęłam iść w stronę groty. Czułam czyjś zapach. Chyba ktoś tu kiedyś pomieszkiwał. Zaczęłam cicho warczeć. Usłyszałam szelest w krzakach. Spojrzałam na nie, a za krzakami zauważyłam jakiś cień. Zaczęłam warczeć głośniej. Nagle coś wyskoczyło z krzaków prosto na mnie. To coś miało czerwone oczy i było czarne, a zarazem rozmazane jak cień i przypominało basiora. Kaszlnęłam na to 'coś', a on warknął i odskoczył łapiąc się łapą za szyje. Zaśmiałam się cicho, słysząc ciche skwierczenie. Spojrzałam na nieznajomego, który uciekał w popłochu w głąb lasu.
<Usagi, Ktokolwiek?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz